Musisz wierzyć, że to może się zdarzyć,
bo przecież gdzieś tam jest
ktoś kto też w to wierzy.
On Cię wybrał dawno temu, wymyślił Cię sobie
gdy spotkasz go powie Ci, że to Ty.
Przeglądałam ostatnio swoje śmieszne zapiski i zatęskniłam za tym miejscem.
Wszystko się zmienia, nawet nieznacznie, ale zmienia się. Coś jest, a później tego nie ma. Tracimy, tracimy i tracimy... Upadamy, ale wstajemy i dalej biegniemy ścieżką w poszukiwaniu... Właśnie, czego? Siebie chyba, bo wiecie... Ona przychodzi sama. Miłość. Zaskoczenie. Lęk. Obawa przed uczuciem, zaangażowaniem, cierpieniem. (Motyle w brzuchu, haha.)
Miłość jest jak narkotyk. Na początku odczuwasz euforię, poddajesz się całkowicie nowemu uczuciu. A następnego dnia chcesz więcej. I choć jeszcze nie wpadłeś w nałóg, to jednak poczułeś już jej smak i wierzysz, że będziesz mógł nad nią panować. Myślisz o ukochanej osobie przez dwie minuty, a zapominasz o niej na trzy godziny. Ale z wolna przyzwyczajasz się do niej i stajesz się całkowicie zależny. Wtedy myślisz o niej trzy godziny, a zapominasz na dwie minuty. Gdy nie ma jej w pobliżu - czujesz to samo co narkomani, kiedy nie mogą zdobyć narkotyku. Oni kradną i poniżają się, by za wszelką cenę dostać to, czego tak bardzo im brak. A Ty jesteś gotów na wszystko, by zdobyć miłość.
Właściwie miałam pisać o ludzkich słabościach i najgorszych uczuciach, których człowiek może doświadczyć, ale Today was a fairytale odwiodło mnie troszkę od tego tematu. Każdy z nas wie, jak to jest, kiedy los rzuca kłody pod nogi. Pewnie oczekuje, że je pokonamy, że im sprostamy, że niby jesteśmy tacy silni, ale czasem... kryjemy twarz za zasłoną rąk, bo wątpimy. Wątpimy w siebie, wątpimy w świat. Ale to mija, spokojnie. Trzeba się uzbroić w cierpliwość i nie narzekać wiecznie, bo w końcu damy radę. Wciąż to powtarzam, nawet wtedy, kiedy jest źle, bo... jedynie po upadku można wstać. Taka przykra, życiowa prawda.
Hakuna matata :)
PS I Love You
niedziela, 8 stycznia 2012
czwartek, 30 grudnia 2010
I am a zombie.
Myślę, że ten zaniedbany blog to dobra przechowalnia cytatów. W święta zatęskniłam do słowa pisanego. I tak chęć czytania przywiodła mnie do biblioteki. Oczywiście nie było większości pozycji, które chciałam zagarnąć, więc wyniosłam tylko (albo aż) Wystarczy, że jesteś M. Gutowskiej-Adamczyk oraz Gwiezdny pył N. Gaimana. Tę pierwszą, dość... nastolatkową, udało mi się przeczytać we wczorajsze popołudnie. Mimo standardowego tematu miłości, sądzę, iż to dobra książka na początek powrotu do czytania. Zdaję sobie sprawę, że to może się nie udać, ale czasem (tylko czasem) warto próbować. Znam nawet powód ewentualnej porażki, mianowicie brak czasu lub po prostu lenistwo. Dobrze, przestaję pisać od rzeczy, przejdę zatem do cytatów.
Chcesz miłość zatrzymać na zawsze? To chyba niemożliwe, bo zawsze to trwanie, trwanie to czas, a czas to zmienność. Spróbuj cieszyć się miłością właśnie dlatego, że jest tak krucha i krótkotrwała. Żyj dniem dzisiejszym, nie wiecznością, to pozwoli Ci uniknąć rozczarowań.
Przykro mi bardzo, ale czy lepiej nigdy nie kochać i nigdy nie cierpieć? Czy cierpieć, ale poznawszy smak miłości? Jak mamy wiedzieć, że coś jest słodkie, jeśli nie poznamy goryczy?
Miłość to zawsze czyjaś krzywda. Jest skrajną postacią egoizmu, choć dalibyśmy głowę, że, przeciwnie, kochając, stajemy się altruistami. Tymczasem nic bardziej mylnego.
Parsknęłaby śmiechem, gdyby ktoś spróbował jej wytłumaczyć, że szczęście nie jest prezentem od losu, lecz umiejętnością, którą się nabywa z wiekiem i która polega na poznaniu granic. Nie uwierzyłaby, że szczęście można i należy świadomie budować, chronić, a przede wszystkim odnaleźć w sobie pośród tysięcy nieważnych myśli, zbędnych pragnień i pozbawionych sensu nadziei. Że znajduje się ono gdzie gdzieś w sercu czy głowie, tuż obok zgody na siebie, tworząc z nią nierozerwalny związek.
Bo cudze szczęście jest zawsze piękniejsze od własnego.
Ale dziś wiedziała już, że ból, choćby najbardziej dokuczliwy, w końcu słabnie. I że wszystko można przetrwać. Był to niespodziewany wynik akcji pod tytułem: "Dostaję kopa w tyłek". Przy czym kop to przenośnia, a tyłek symbolizował uczucia.
Oczywiście rozgrywało się to tylko w wyobraźni, ale z wyobraźnią nie wygra żadna siła. Żadna bomba się z nią nie równa, skala jej rażenia jest nieskończona. Zdolna budować i burzyć wszechświaty, wyobraźnia ma w sobie coś magicznego i przerażającego zarazem.
Dlaczego miłość to nie autostrada ku szczęściu, lecz wyboista ścieżka wiodąca nad urwiskiem i trzeba się dobrze rozglądać dookoła, by nie osunąć się w przepaść lub nie dostać spadającym odłamkiem skały w głowę?
Chcesz miłość zatrzymać na zawsze? To chyba niemożliwe, bo zawsze to trwanie, trwanie to czas, a czas to zmienność. Spróbuj cieszyć się miłością właśnie dlatego, że jest tak krucha i krótkotrwała. Żyj dniem dzisiejszym, nie wiecznością, to pozwoli Ci uniknąć rozczarowań.
Przykro mi bardzo, ale czy lepiej nigdy nie kochać i nigdy nie cierpieć? Czy cierpieć, ale poznawszy smak miłości? Jak mamy wiedzieć, że coś jest słodkie, jeśli nie poznamy goryczy?
Miłość to zawsze czyjaś krzywda. Jest skrajną postacią egoizmu, choć dalibyśmy głowę, że, przeciwnie, kochając, stajemy się altruistami. Tymczasem nic bardziej mylnego.
Parsknęłaby śmiechem, gdyby ktoś spróbował jej wytłumaczyć, że szczęście nie jest prezentem od losu, lecz umiejętnością, którą się nabywa z wiekiem i która polega na poznaniu granic. Nie uwierzyłaby, że szczęście można i należy świadomie budować, chronić, a przede wszystkim odnaleźć w sobie pośród tysięcy nieważnych myśli, zbędnych pragnień i pozbawionych sensu nadziei. Że znajduje się ono gdzie gdzieś w sercu czy głowie, tuż obok zgody na siebie, tworząc z nią nierozerwalny związek.
Bo cudze szczęście jest zawsze piękniejsze od własnego.
Ale dziś wiedziała już, że ból, choćby najbardziej dokuczliwy, w końcu słabnie. I że wszystko można przetrwać. Był to niespodziewany wynik akcji pod tytułem: "Dostaję kopa w tyłek". Przy czym kop to przenośnia, a tyłek symbolizował uczucia.
Oczywiście rozgrywało się to tylko w wyobraźni, ale z wyobraźnią nie wygra żadna siła. Żadna bomba się z nią nie równa, skala jej rażenia jest nieskończona. Zdolna budować i burzyć wszechświaty, wyobraźnia ma w sobie coś magicznego i przerażającego zarazem.
Dlaczego miłość to nie autostrada ku szczęściu, lecz wyboista ścieżka wiodąca nad urwiskiem i trzeba się dobrze rozglądać dookoła, by nie osunąć się w przepaść lub nie dostać spadającym odłamkiem skały w głowę?
sobota, 4 grudnia 2010
Słońce.
I nie chodzi mi o wojnę
Nie to że bucha ogień a ty spisz spokojnie
Nie to że nie rusza cię deszcz gumowych kul
Ni spacer drogą pośród minowych pól
Ale kiedy mówisz do mnie słońce
Traktuję to co nieco opacznie
Ty jesteś jednym a ja drugim końcem
Daleko nam do siebie strasznie...
I nie chodzi mi o spokój
Nie to że trzeszczą ci brwi kiedy wszystko wokół śpi
Nie to że twe myśli dalekie od mych rąk
Jak iskra nieboża pośród zakurzonych ksiąg
Nie to że bucha ogień a ty spisz spokojnie
Nie to że nie rusza cię deszcz gumowych kul
Ni spacer drogą pośród minowych pól
Ale kiedy mówisz do mnie słońce
Traktuję to co nieco opacznie
Ty jesteś jednym a ja drugim końcem
Daleko nam do siebie strasznie...
I nie chodzi mi o spokój
Nie to że trzeszczą ci brwi kiedy wszystko wokół śpi
Nie to że twe myśli dalekie od mych rąk
Jak iskra nieboża pośród zakurzonych ksiąg
piątek, 5 listopada 2010
NOBODY SAID IT WAS EASY.
Come on, my star is fading
And I swerve out of control
If i, if I’d only waited
I’d not be stuck here in this hole
Come here my star is fading
And I swerve out of control
And I swear I waited and waited
I’ve got to get out of this hole
But time is on your side
Its on your side now
Not pushing you down and all around
It’s no cause for concern
Come on, oh my star is fading
And I see no chance of release
And I know I’m dead on the surface
But I am screaming underneath
And time is on your side
Its on your side now
Not pushing you down
And all around, no
It’s no cause for concern
Stuck on the end of this ball and chain
And I’m on my way back down again
Stood on a bridge, tied to the noose
Sick to the stomach
You can say what you mean
But it won’t change a thing
I’m sick of the secrets
Stood on the edge, tied to a noose
You came along and you cut me loose
You came along and you cut me loose
You came along and you cut me loose
piątek, 29 października 2010
happysad.
To, co było kiedyś, nie wraca. Jeżeli coś tracimy, to na zawsze. Jeśli coś wraca, to w kawałkach lub we wspomnieniach. Dlatego warto trzymać coś, na czym nam zależy do ostatnich sił, bo do odzyskania tego potrzeba znacznie więcej. Lepiej skupiać się na tym, co dzieje się teraz, ale czasem zbyt trudno jest zapomnieć o przeszłości, a wspomnienia zamknąć w słoiku. Pytanie: co stanie się z tym szklanym naczyniem? Odłożymy je na bok, czy wyrzucimy, jak najdalej? Gdybym pozbyła się słoika od razu, pewnie wszystko wyglądałoby inaczej. Jak? Po prostu inaczej. Mogłabym pisać o tym w kółko, ale to nie ma sensu.
Próbuję koncentrować się na TERAZ. Jestem świeżo po integracji i odczuwam pozytywne emocje. Ten wyjazd był potrzebny IE. Hitem stał się kawałek Waka, waka, który nie opuszcza moich myśli i nie schodzi z moich ust od kilku dni. Mam nadzieję, że ta miła atmosfera utrzyma się przez długi czas.
Dotychczas swój stan określałam pustkowiem duszy. Może lepiej, kiedy mi nie zależy?
Będą lata tłuste i gorące, ale też nieklejące się wcale, poprzecinane deszczem, pozalepiane żalem, ale trzymajmy się razem, ale kochanie, damy radę, ale trzymajmy się razem...
ale nigdy nie każ mi wybierać i nigdy nie każ mi wybierać i nigdy nie każ mi wybierać, bo jeszcze wybiorę źle...
Próbuję koncentrować się na TERAZ. Jestem świeżo po integracji i odczuwam pozytywne emocje. Ten wyjazd był potrzebny IE. Hitem stał się kawałek Waka, waka, który nie opuszcza moich myśli i nie schodzi z moich ust od kilku dni. Mam nadzieję, że ta miła atmosfera utrzyma się przez długi czas.
Dotychczas swój stan określałam pustkowiem duszy. Może lepiej, kiedy mi nie zależy?
Będą lata tłuste i gorące, ale też nieklejące się wcale, poprzecinane deszczem, pozalepiane żalem, ale trzymajmy się razem, ale kochanie, damy radę, ale trzymajmy się razem...
ale nigdy nie każ mi wybierać i nigdy nie każ mi wybierać i nigdy nie każ mi wybierać, bo jeszcze wybiorę źle...
piątek, 22 października 2010
No love, no glory.
Cicho... sza
Cicho... sza
Właśnie próbuję odnaleźć swój świat
Kiedy szukasz do mnie drogi
ja Ci chętnie w tym pomogę
I może kiedyś się dowiemy
czego tak naprawdę chcemy
Nie zagłuszaj ciszy
może siebie w niej usłyszysz...
And so it is, just like you said it would be
Life goes easy on me, most of the time
And so it is, the shorter story
No love, no glory, no hero in her skies
I can't take my eyes off of you
And so it is, just like you said it should be
We'll both forget the breeze, most of the time
And so it is, the colder water
The blower's daughter, the pupil in denial
I can't take my eyes off of you
Did I say that I loathe you?
Did i say that I want to leave it all behind?
I can't take my mind off of you, my mind 'til I find somebody new...
Za późno lub za wcześnie, by z sobą być...
Cicho... sza
Właśnie próbuję odnaleźć swój świat
Kiedy szukasz do mnie drogi
ja Ci chętnie w tym pomogę
I może kiedyś się dowiemy
czego tak naprawdę chcemy
Nie zagłuszaj ciszy
może siebie w niej usłyszysz...
And so it is, just like you said it would be
Life goes easy on me, most of the time
And so it is, the shorter story
No love, no glory, no hero in her skies
I can't take my eyes off of you
And so it is, just like you said it should be
We'll both forget the breeze, most of the time
And so it is, the colder water
The blower's daughter, the pupil in denial
I can't take my eyes off of you
Did I say that I loathe you?
Did i say that I want to leave it all behind?
I can't take my mind off of you, my mind 'til I find somebody new...
Za późno lub za wcześnie, by z sobą być...
niedziela, 1 sierpnia 2010
Nikt tak pięknie nie mówił...
Obecnie zapoznaję się z albumem Bułgarskie Centrum Pidżamy Porno, ale muszę wspomnieć o twórczości Angusa i Julii Stone, która mnie oczarowała, a to za sprawą cudownego utworu Babylon. Powoli płynące dźwięki, ciepły głos Angusa i piękne słowa tworzą wspaniałą całość. Niektórym może się to wydać śmieszne, ale w zestawieniu z teledyskiem, Babylon doprowadził mnie do łez. Urzekło mnie szczęście, choć ulotne. Beztroska, a zarazem bezpieczeństwo odczuwalne w towarzystwie bliskiej osoby, zaufanie. Miłość. Tak, to banalne: love is in the air. Ciepłe, oddane spojrzenia dwojga kochających się istot, a potem... rozpacz w ich oczach i No, I don’t want to be alone.
Wakacje w pełni, ha. Cóż, udało mi się wyjechać na kilka dni. Zwiedziłam skrawki Krakowa oraz Słowacji, a zatrzymałam się w Zakopanem. Czas szybko minął, ale miło i dość aktywnie (!) go spędziłam (let’s go on a holiday, to burn this town). Może wybiorę się jeszcze z mamą na parę dni do babci. Mam również nadzieję, że poznam osobiście Krzysztofa pod koniec sierpnia, a we wrześniu zagoszczę w Bydgoszczy.
Wypełniam czas, udając się na przejażdżki rowerowe. Jeśli samotne, to koniecznie z iPodem! Poza tym, tradycyjnie często można mnie spotkać online. Mam wrażenie, iż można byłoby tu użyć określenia uzależnienie, ale... nie dbam o to, bo (letnie usprawiedliwienie) mamy wakacje!
Obejrzałam dziś Amelię, po raz drugi. Mimo irytujących momentów, film nastraja mnie pozytywnie. Trzeba łapać szczęście, a nie uciekać przed nim albo się go bać. Jutro czas na Diabeł upiera się u Prady z M. Streep i A. Hathaway.
Od wczoraj (ponownie) można mnie spotkać na lastfm. Cóż, zapewne niebawem znowu przyda się określenie uzależnienie, ale... ja się tego wyrzekam.
Lepiej nikomu nic nie opowiadajcie. Bo jak opowiecie - zaczniecie tęsknić.
Wakacje w pełni, ha. Cóż, udało mi się wyjechać na kilka dni. Zwiedziłam skrawki Krakowa oraz Słowacji, a zatrzymałam się w Zakopanem. Czas szybko minął, ale miło i dość aktywnie (!) go spędziłam (let’s go on a holiday, to burn this town). Może wybiorę się jeszcze z mamą na parę dni do babci. Mam również nadzieję, że poznam osobiście Krzysztofa pod koniec sierpnia, a we wrześniu zagoszczę w Bydgoszczy.
Wypełniam czas, udając się na przejażdżki rowerowe. Jeśli samotne, to koniecznie z iPodem! Poza tym, tradycyjnie często można mnie spotkać online. Mam wrażenie, iż można byłoby tu użyć określenia uzależnienie, ale... nie dbam o to, bo (letnie usprawiedliwienie) mamy wakacje!
Obejrzałam dziś Amelię, po raz drugi. Mimo irytujących momentów, film nastraja mnie pozytywnie. Trzeba łapać szczęście, a nie uciekać przed nim albo się go bać. Jutro czas na Diabeł upiera się u Prady z M. Streep i A. Hathaway.
Od wczoraj (ponownie) można mnie spotkać na lastfm. Cóż, zapewne niebawem znowu przyda się określenie uzależnienie, ale... ja się tego wyrzekam.
Lepiej nikomu nic nie opowiadajcie. Bo jak opowiecie - zaczniecie tęsknić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
